Brzmi jak political fiction, ale to prawda. Jarosław Kaczyński zafiksował się na punkcie jednej listy całej prawicy do Sejmu - naciska na prezydenta Karola Nawrockiego, aby "energicznie się za to zabrał" i był ojcem tej listy. Donald Tusk na spotkaniu z liderami PSL i Nowej Lewicy też kreślił wizję jednej listy całej koalicji. Powód: skoro Kaczyński z Nawrockim mogliby stworzyć jeden blok, to strona rządowa nie może pójść na wybory rozczłonkowane. Jeśli to się uda, to będzie już starcie totalne Tuska i Nawrockiego.
Gdy idzie wojna, Tusk traci swojego najwierniejszego druha - prawą rękę, a wręcz "prawnicy mózg" całego rządu, czyli Macieja Berka. Dotychczasowy minister chce być sędzia Trybunału Konstytucyjnego i rozprawić się z "Godzillą" (prezesem TK Bogdanem Święczkowskim). To koniec miękkiej gry - Tusk ogłosił, że wobec "masakry" w TK, nie będzie "ciotuleńką", ale będzie się bił. To znaczy Berek się będzie bił - na paragrafy i głosy w TK.
W potrzasku znajduje się Marcin Romanowski - były wiceminister sprawiedliwości. Prosi on o list żelazny - za cenę uniknięcia aresztu jest gotów przyjechać do Polski i odpowiadać jako przed sądem. Napisał list, który - wedle stempli pocztowych - wysłał z Naddniestrza, kontrolowanego przez Rosję regionu Mołdawii. PiS nie chce go bronić, ale musi.
Ale i obóz władzy jest wstrząsany. A to aferą na 4,5 miliona złotych, które rozdawała, także swojemu mężowi, działaczka Koalicji Obywatelskiej, a to wyciek danych medycznych 19 milionów polskich pacjentów. Większego ataku hackerskiego w Polsce nie było, a sprawcy chcieli za te dane okupu. Rząd płacić nie będzie.
Podden och tillhörande omslagsbild på den här sidan tillhör
Onet. Innehållet i podden är skapat av Onet och inte av,
eller tillsammans med, Poddtoppen.